Kiziorowy Blog

sobota, 24 grudnia 2011

Życzenia :)







Kochani życzę Wam dużo radości, szczęścia, zdrowia, żeby te święta były dla Was wyjątkowymi - te i wszystkie kolejne. I żeby każdy kot, pies czy inne zwierzątko mogło Wam dziś powiedzieć jak bardzo jest Wam wdzięczne za Waszą dobroć, za dach nad głową i pełną michę.... 


Przesyłam niezmiennie Kiziorowe, ale dziś wyjątkowe - bo świąteczne pozdrowienia!!


Kizior Kotowski z rodziną.


A teraz biegnę dalej przeszkadzać w kuchni:D 

niedziela, 6 listopada 2011

Witam!

Dziś niestety wrzucam tylko kilka fotek, ale wkrótce możecie się spodziewać  dalszego ciągu opowiadania :)










Pozdrawiam
Kizior Kotowski ;)

czwartek, 3 listopada 2011

c.d mojego opowiadania ;)


        Tak jak obiecałem w poprzednim poście zamierzam dziś dokończyć moją historię:) a więc bez zbędnych wstępów zaczynam opowiadać dalej! Kiedy tak siedziałem na zimnej podłodze pod piwnicznymi drzwiami wpadł mi do głowy pomysł który nie mógł się nie udać! Zacząłem go więc ochoczo realizować! W tym celu wdrapałem się na stojące nieopodal krzesło, pomyślałem, że lepiej byłoby gdyby stało bliżej drzwi, ale okazało się być dla mnie za ciężkim do przesunięcia, więc odpuściłem sobie przesuwanie. Tak więc, jak mówiłem wdrapałem się na krzesło i chwilę się przymierzając bez większego namysłu skoczyłem prosto na klamkę, zawisłem na niej przez chwilę, a ta ugięła się pod ciężarem i ku mojemu zaskoczeniu piwniczne wrota stanęły otworem... rozdziawiłem pyszczek ze zdumienia... „Łaaaaaaaał” - pomyślałem. Stałem już tylko przed jedną decyzją... Schodzić czy nie schodzić...? Usiadłem na pierwszym schodku i wpatrując się w ciemność nasłuchiwałem... Dziwne piski nadal były słyszalne, aczkolwiek już nie tak wyraźnie jak wcześniej. Pomyślałem, że nic nie tracę i zbiegłem po schodach... Węszyłem wytrwale, wytężałem wzrok i słuch.... ale piski zdawały się cichnąć, dało się jednak wyczuć, że dochodzą z tekturowego pudła ze starymi poduchami stojącego chyba w najciemniejszym zakamarku piwnicy... Poczułem nieśmiały dreszcz skradający się po moim i tak już nieźle wystraszonym grzbiecie. Nie było już słychać żadnego dźwięku... Przez chwilę miałem dylemat.. Czy wziąć nogi za pas i czym prędzej wrócić do ciepłego łóżka czy dać się ponieść przygodzie..?

Opowiem Wam co było dalej następnym razem, bo już prawie północ i zasypiam...
Wam życzę dobrej nocy i udanego dnia następnego :)
Dobranoc, kolorowych snów;) 

Pozdrawiam
Kizior Kotowski 

PS jutro dodam kilka fotek;) 

niedziela, 23 października 2011



Cześć wszystkim!
          Mam Wam dziś do opowiedzenia ciekawą historię więc usiądźcie wygodnie i posłuchajcie (a właściwie to wyobraźcie sobie, że słuchacie).
Był chłodny poranek, nie wiem dokładnie która godzina bo nie znam się jeszcze na zegarku ale na pewno było wcześnie! Wylegiwałem się na swoim posłaniu zanurzając się w półśnie... coś nie dawało mi spokoju... nie mogłem zasnąć od kilku godzin! Nagle usłyszałem dziwne piski.... postawiłem uszy i nasłuchiwałem! Moja pani chyba też to słyszała bo obudziła się i spojrzała na mnie.. ja też rzuciłem jej znaczące spojrzenie. „Miał” - powiedziałem trochę mrucząco... „tam coś jest!” .. Ale ona popatrzyła na mnie, rzuciła od niechcenia „daj pospać kizior” po czym zasnęła. Ale nie ze mną takie numery! Nadal czujnie nasłuchiwałem co w trawie piszczy... wstałem powoli żeby nie robić przy tym nawet najmniejszego hałasu i zacząłem patrolować dom. Powoli zszedłem po skrzypiących przy każdym stąpnięciu schodach.. zmierzałem do kuchni. Wślizgnąłem się przez lekko uchylone drzwi. Wskoczyłem na krzesło, potem na stół, uwagę od dziwnych dźwięków na chwile odciągnął wczorajszy pieczony kurczak, którego udko zostało na stole. Trochę nadgryzłem i poszedłem dalej szukać... zwiedziłem każdy zakamarek... wszędzie pusto, a dziwne piski nie cichły. Usiadłem na korytarzu przysłuchując się im dokładnie... Nagle przypomniałem sobie o piwnicy! „TAK! Te dźwięki muszą dobiegać stamtąd!” - pomyślałem po czym rzuciłem się biegiem do drzwi. Niestety, były zamknięte... „o nie... tylko nie to” - miałknąłem, usiadłem ze spuszczoną głową bezradnie wpatrując się w zimne kafelki. Jednak po chwili coś mi zaświtało w głowie... pewien pomysł, który po prostu musiaaał wypalić! Zabrałem się do jego realizacji, ale resztę opowiem Wam później, bo teraz zgłodniałem i lecę na obiadek :)

Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do czytania kolejnych postów! :)

Kizior Kotowski

poniedziałek, 17 października 2011

"Do wszystkich, którzy nazywają siebie ludźmi"

Kochani! jesteśmy wstrząśnięci i apelujemy wraz z Kiziorem o składanie podpisów!

W Leśniczanskie (Ukraina) stworzono ruchome krematoria dla zwierząt. Całość jest wprowadzana w „życie” jako program przygotowań do EURO 2012.
Do pieców wrzuca się jeszcze żywe zwierzęta… Ludzie, którym nie jest to obojętne zbierają podpisy pod petycją z żądaniem wstrzymania tego zwyrodnialstwa…

           

            O zaprzestanie stosowania niehumanitarnych metod rozwiązujących problem ogromnej ilości bezdomnych psów na Ukrainie obrońcy praw zwierząt apelują od lat. Ich prośby nigdy nie były brane pod uwagę, a sytuacja staje się coraz bardziej drastyczna.
           Dotychczas psów i kotów władze pozbywały się za pomocą nielegalnej trucizny dithylinum. Zwierzętom wstrzykiwano substancję, która paraliżuje układ oddechowy. Śmierć z uduszenia trwa nawet kilka godzin. Teraz jednak Ukraina ma jeszcze inny pomysł na pozbycie się niechcianych czworonogów.
           Nowy sposób jest ponoć „nowocześniejszy” i „bezpieczniejszy dla środowiska”. Zwierzęta są odławiane z ulicy i wkładane do mobilnego krematorium. Mówiąc wprost – wrzucane do rozgrzanego do 9000 C piekarnika i palone żywcem.
          Obrońcy zwierząt zwrócili się po pomoc do dyrektora organizacyjnego turnieju Euro 2012 Martina Kallena. Ten publicznie powiedział, że nie pochwala żadnych metod rozwiązania problemu bezdomnych zwierząt, które opierają się na okrucieństwie. Na poważnie nikt się jednak problemem nie zajął. Fakty są takie, że tydzień temu prezydent UEFA Michel Platini odwiedził Ukrainę i wyraził swoje zadowolenie z postępów w pracach nad organizacją mistrzostw.
          Ukraińscy aktywiści próbują nagłośnić sprawę – nic więcej nie mogą zrobić. Proponowali bojkot udziału Ukrainy w Euro, ale nic w tej kwestii nie zostało ustalone. Jak na razie za wszelką cenę starają się uratować jak najwięcej psów i kotów wałęsających się po ulicach.



 Materiał ukraińskiej telewizji na ten temat znajdziecie tutaj

Podajemy również link do petycji: PETYCJA

oraz do artykułu.



Nie bądźmy obojętni!

niedziela, 16 października 2011

      
        
           Witam! Taki jestem ostatnio zabiegany, że nawet nie mam chwili żeby się do Was odezwać :(
 Jesień przyszła... kurcze to moja pierwsza jesień w życiu a już wiem, że to chyba moja ulubiona pora roku:) Liście spadają z drzew i wszystko jest takie kolorowe.
Wygrzewam się teraz w moim fotelu, zbieram siły, bo od rana harcuję i odczuwam lekki ich brak:)
Dużo ostatnio urosłem i już nie ma dla mnie muchy nie do schwytania!! ..Choć ostatnio tych much u nas coraz mniej... chyba zapadają juz powoli w zimowy sen.
Niestety muszę już skończyć posta, ale dodam kilka zdjęć :)

Życzę miłego wieczoru i pozdrawiam gorąco! :)
Kizior Kotowski







wtorek, 4 października 2011

Straciłem wąsy! :(


Dokument bez tytułu

Wczoraj wieczorem wpadłem na pomysł poskakania po szafkach i półkach. Kiedyś już chciałem to zrobić, żeby zobaczyć świat z odrobinę innej perspektywy. Jednak moi państwo zabraniali mi to robić. Teraz ludzie byli czymś bardzo zajęci więc to była doskonała okazja! Troszkę się wachałem lecz migające światełka na półkach przeważyły szalę ciekawości. Jednym susem wskoczyłem na fotel, potem na biurko, a następny był głośnik.

No właśnie, głośnik, tak ludzie nazywają pudło stojące na jednej nodze wydające z siebie mnóstwo dźwięków. Moi państwo często śmieją się ze mnie kiedy głośnik mnie zmyli i wydaje mi sie, że w pobliżu są jakieś inne zwierzątka. Zawstydzam się wtedy i chowam gdzieś, ale za chwilkę wychodzę i udaję, że nic się nie stało ;) Wracając do mojej opowieści... Skoczyłem... Oślepił mnie płomień, przez chwilę pomyślałem nawet, że jestem w kocim raju, było tak jasno i ciepło... niestety nie. Z dziwnego otumanienia wyrwała mnie moja kochana pani. Ona jest cudowna! Zawsze mi pomaga kiedy tego potrzebuję, tuli mnie i głaszcze... Czasami nawet dostaję buziaka! (...ciekawe co na to mój pan...)

Pani powierdziała, że przypaliłem sobie wąsy! Jeszcze wtedy nie bardzo wiedziałem co to znaczy więc spanikowałem i zacząłem biegać, skakać, drapać i gryźć wszystko jak oszalały... Chyba jednak moi państwo mieli rację z tym łażeniem po półkach.

Teraz już czuję się dobrze. Pozdrawiam wszystkie czytające mnie kotki :) ... i koty też... :P i ludzi! Lubię ludzi. Mili są bardzo:)


Kizior Kotowski 

czwartek, 29 września 2011

Leń.

Od rana chodzę po domu i się przeciągam … słonko wpadające przez wieeelkie okna nieśmiało grzeje mi grzbiet... jestem dziś straszliwym leniwcem :) 
Przenoszę się tylko z parapetu na fotel, z fotela na parapet i tak w kółko...
Moi państwo też są dziś jakcyś tacy... ospali, snują się po domu jak duchy w grubych, wełnianych swetrach, w które swoją drogą uwielbiam się wtulać! Przemieszczają się bezszelestnie z dużymi, kolorowymi kubkami pełnymi ciepłego mleka. A ja leżę, wyglądam przez okno i rozmyślam... 
O! Widzę kota! Jaki wieelki... ciekawe czy też kiedyś taki będę... 
Pani doktor powiedziała, że rosnę jak na drożdżach i jestem dzielnym kociakiem...... 
aaa tam... kociakiem... ja chcę być kotem bojowym!!!! chce polować na myszy! Być najsilniejszym kotem w dzielnicy! Codziennie w tym celu trenuję skoki! Kiedy skoczę z bardzo wysoka to... trochę mnie bolą łąpki i moja pani krzyczy: „Kizior połamiesz się!„   a pan uśmiecha się do niej i jest ze mnie dumny, że jestem już taki silny i tak daleko umiem skakać:) Mój pan w ogóle jest super:) kupił mi dziś takie specjalne szelki żebym mógł chodzić z nim na spacery:) są na mnie troszkę za duże ale jak podrosnę to będą akurat!
Wiem, że pewnie Was dziś zanudzam, ale mam monstrualnego lenia.. :P

Niedługo postaram się wrzucać więcej postów i robić to regularnie więc odwiedzajcie mnie często bo zawsze może tu na Was czekać jakaś miła niespodzianka:)

Pozrawiam i życzę miłego dnia!
Kizior Kotowski





środa, 28 września 2011

Polowanie na muchy :)

              Rankiem zauważyłem lekko uchylone drzwi, które zazwyczaj są zamknięte. Podszedłem do nich ostrożnie, skradałem się powolutku... Zbliżając się poczułem na nosie powiew chłodu.
Resztą ciała nie jestem w stanie wyczuć tak delikatnych zmian temperatury.
Okazało się, że za drzwiami znajdują się schody na górę! "Jeszcze wyżej?!" - miałknąłem głośno.
Bez namysłu pobiegłem poznawać nowy świat!
Moim oczom ukazał się legendarny strych - królestwo much i pająków. Byłem w raju a zabawie nie było końca! Skakałem jak szalony łapiąc kolejne muchy! Szybko ostatnimi czasy rosnę dlatego jestem teraz o wiele silniejszy i moje łapki radzą sobie już całkiem nieźle z dalekimi skokami. Muchy i inne latające stworzonka nie mają ze mną szans! Upolowałem ich aż 9! co jedna to smaczniejsza:)

Później dodam kilka nowych fotek, ale narazie muszę się trochę zdrzemnąć, bo miałem cięężki dzień.
Dobranoc.

aaah! zapomniałbym dodać, że założyłem sobie facebooka! :D możecie teraz zaprosić mnie do grona swoich znajomych!
                                                              Szukaj mnie TUTAJ!
Pozdrawiam
Kizior Kotowski:)



środa, 21 września 2011

Oto jestem!

    Obudziły mnie kroki i głuche trzaski blachy wyginającej się pod ludzkim ciężarem.
Wyczułem jakieś stworzenie. Ono też zdawało sobie sprawę z mojej obecności, szukało mnie.
Skrywałem się pod blaszaną konstrukcją. Tamten zwierzak wołał mnie szczekając, podekscytowany próbował pochwycić swój włochaty ogon.
Nie opodal ludzie przyprowadzili lśniącą skrzynię na czarnych kołach.
To była moja szansa! Musiałem tam wskoczyć, ale na mojej drodze ciągle stało tamto tępe stworzenie.
Udało się! Pies był ode mnie większy, ale przechytrzyłem go stając na tylnych łapach. Przestraszył się i uciekł... Kretyn!
Ludzie zdumieni moim wyczynem stwierdzili, że zabiorą mnie ze sobą, zaopiekowali się mną.
I oto jestem... Nazywam się Kizior i mam już prawie 4 miesiące - tak powiedziała pani doktor,
ale nie pamiętam co robiłem przez pierwsze dwa miesiące życia...
Teraz mam dom.