Tak jak obiecałem w poprzednim poście
zamierzam dziś dokończyć moją historię:) a więc bez zbędnych
wstępów zaczynam opowiadać dalej! Kiedy tak siedziałem na zimnej
podłodze pod piwnicznymi drzwiami wpadł mi do głowy pomysł który
nie mógł się nie udać! Zacząłem go więc ochoczo realizować! W
tym celu wdrapałem się na stojące nieopodal krzesło, pomyślałem,
że lepiej byłoby gdyby stało bliżej drzwi, ale okazało się być
dla mnie za ciężkim do przesunięcia, więc odpuściłem sobie
przesuwanie. Tak więc, jak mówiłem wdrapałem się na krzesło i
chwilę się przymierzając bez większego namysłu skoczyłem prosto
na klamkę, zawisłem na niej przez chwilę, a ta ugięła się pod
ciężarem i ku mojemu zaskoczeniu piwniczne wrota stanęły
otworem... rozdziawiłem pyszczek ze zdumienia... „Łaaaaaaaał”
- pomyślałem. Stałem już tylko przed jedną decyzją... Schodzić
czy nie schodzić...? Usiadłem na pierwszym schodku i wpatrując się
w ciemność nasłuchiwałem... Dziwne piski nadal były słyszalne,
aczkolwiek już nie tak wyraźnie jak wcześniej. Pomyślałem, że
nic nie tracę i zbiegłem po schodach... Węszyłem wytrwale,
wytężałem wzrok i słuch.... ale piski zdawały się cichnąć,
dało się jednak wyczuć, że dochodzą z tekturowego pudła ze
starymi poduchami stojącego chyba w najciemniejszym zakamarku
piwnicy... Poczułem nieśmiały dreszcz skradający się po moim i
tak już nieźle wystraszonym grzbiecie. Nie było już słychać
żadnego dźwięku... Przez chwilę miałem dylemat.. Czy wziąć
nogi za pas i czym prędzej wrócić do ciepłego łóżka czy dać
się ponieść przygodzie..?
Opowiem Wam co było dalej następnym
razem, bo już prawie północ i zasypiam...
Wam życzę dobrej nocy i udanego dnia
następnego :)
Dobranoc, kolorowych snów;)
Pozdrawiam
Kizior Kotowski
PS jutro dodam kilka fotek;)