Błękitny Awanturnik
Kiziorowy Blog
piątek, 12 października 2012
sobota, 24 grudnia 2011
Życzenia :)
Kochani życzę Wam dużo radości, szczęścia, zdrowia, żeby te święta były dla Was wyjątkowymi - te i wszystkie kolejne. I żeby każdy kot, pies czy inne zwierzątko mogło Wam dziś powiedzieć jak bardzo jest Wam wdzięczne za Waszą dobroć, za dach nad głową i pełną michę....
Przesyłam niezmiennie Kiziorowe, ale dziś wyjątkowe - bo świąteczne pozdrowienia!!
Kizior Kotowski z rodziną.
A teraz biegnę dalej przeszkadzać w kuchni:D
niedziela, 6 listopada 2011
czwartek, 3 listopada 2011
c.d mojego opowiadania ;)
Tak jak obiecałem w poprzednim poście
zamierzam dziś dokończyć moją historię:) a więc bez zbędnych
wstępów zaczynam opowiadać dalej! Kiedy tak siedziałem na zimnej
podłodze pod piwnicznymi drzwiami wpadł mi do głowy pomysł który
nie mógł się nie udać! Zacząłem go więc ochoczo realizować! W
tym celu wdrapałem się na stojące nieopodal krzesło, pomyślałem,
że lepiej byłoby gdyby stało bliżej drzwi, ale okazało się być
dla mnie za ciężkim do przesunięcia, więc odpuściłem sobie
przesuwanie. Tak więc, jak mówiłem wdrapałem się na krzesło i
chwilę się przymierzając bez większego namysłu skoczyłem prosto
na klamkę, zawisłem na niej przez chwilę, a ta ugięła się pod
ciężarem i ku mojemu zaskoczeniu piwniczne wrota stanęły
otworem... rozdziawiłem pyszczek ze zdumienia... „Łaaaaaaaał”
- pomyślałem. Stałem już tylko przed jedną decyzją... Schodzić
czy nie schodzić...? Usiadłem na pierwszym schodku i wpatrując się
w ciemność nasłuchiwałem... Dziwne piski nadal były słyszalne,
aczkolwiek już nie tak wyraźnie jak wcześniej. Pomyślałem, że
nic nie tracę i zbiegłem po schodach... Węszyłem wytrwale,
wytężałem wzrok i słuch.... ale piski zdawały się cichnąć,
dało się jednak wyczuć, że dochodzą z tekturowego pudła ze
starymi poduchami stojącego chyba w najciemniejszym zakamarku
piwnicy... Poczułem nieśmiały dreszcz skradający się po moim i
tak już nieźle wystraszonym grzbiecie. Nie było już słychać
żadnego dźwięku... Przez chwilę miałem dylemat.. Czy wziąć
nogi za pas i czym prędzej wrócić do ciepłego łóżka czy dać
się ponieść przygodzie..?
Opowiem Wam co było dalej następnym
razem, bo już prawie północ i zasypiam...
Wam życzę dobrej nocy i udanego dnia
następnego :)
Dobranoc, kolorowych snów;)
Pozdrawiam
Kizior Kotowski
PS jutro dodam kilka fotek;)
niedziela, 23 października 2011
Cześć wszystkim!
Mam Wam dziś do opowiedzenia ciekawą
historię więc usiądźcie wygodnie i posłuchajcie (a właściwie
to wyobraźcie sobie, że słuchacie).
Był chłodny poranek, nie wiem
dokładnie która godzina bo nie znam się jeszcze na zegarku ale na
pewno było wcześnie! Wylegiwałem się na swoim posłaniu
zanurzając się w półśnie... coś nie dawało mi spokoju... nie
mogłem zasnąć od kilku godzin! Nagle usłyszałem dziwne piski....
postawiłem uszy i nasłuchiwałem! Moja pani chyba też to słyszała
bo obudziła się i spojrzała na mnie.. ja też rzuciłem jej
znaczące spojrzenie. „Miał” - powiedziałem trochę mrucząco...
„tam coś jest!” .. Ale ona popatrzyła na mnie, rzuciła od
niechcenia „daj pospać kizior” po czym zasnęła. Ale nie ze mną
takie numery! Nadal czujnie nasłuchiwałem co w trawie piszczy...
wstałem powoli żeby nie robić przy tym nawet najmniejszego hałasu
i zacząłem patrolować dom. Powoli zszedłem po skrzypiących przy
każdym stąpnięciu schodach.. zmierzałem do kuchni. Wślizgnąłem
się przez lekko uchylone drzwi. Wskoczyłem na krzesło, potem na
stół, uwagę od dziwnych dźwięków na chwile odciągnął
wczorajszy pieczony kurczak, którego udko zostało na stole. Trochę
nadgryzłem i poszedłem dalej szukać... zwiedziłem każdy
zakamarek... wszędzie pusto, a dziwne piski nie cichły. Usiadłem
na korytarzu przysłuchując się im dokładnie... Nagle
przypomniałem sobie o piwnicy! „TAK! Te dźwięki muszą dobiegać
stamtąd!” - pomyślałem po czym rzuciłem się biegiem do drzwi.
Niestety, były zamknięte... „o nie... tylko nie to” -
miałknąłem, usiadłem ze spuszczoną głową bezradnie wpatrując
się w zimne kafelki. Jednak po chwili coś mi zaświtało w
głowie... pewien pomysł, który po prostu musiaaał wypalić!
Zabrałem się do jego realizacji, ale resztę opowiem Wam później,
bo teraz zgłodniałem i lecę na obiadek :)
Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do
czytania kolejnych postów! :)
Kizior Kotowski
poniedziałek, 17 października 2011
"Do wszystkich, którzy nazywają siebie ludźmi"
Kochani! jesteśmy wstrząśnięci i apelujemy wraz z Kiziorem o składanie podpisów!
O zaprzestanie stosowania niehumanitarnych metod rozwiązujących problem ogromnej ilości bezdomnych psów na Ukrainie obrońcy praw zwierząt apelują od lat. Ich prośby nigdy nie były brane pod uwagę, a sytuacja staje się coraz bardziej drastyczna.
Dotychczas psów i kotów władze pozbywały się za pomocą nielegalnej trucizny dithylinum. Zwierzętom wstrzykiwano substancję, która paraliżuje układ oddechowy. Śmierć z uduszenia trwa nawet kilka godzin. Teraz jednak Ukraina ma jeszcze inny pomysł na pozbycie się niechcianych czworonogów.
Nowy sposób jest ponoć „nowocześniejszy” i „bezpieczniejszy dla środowiska”. Zwierzęta są odławiane z ulicy i wkładane do mobilnego krematorium. Mówiąc wprost – wrzucane do rozgrzanego do 9000 C piekarnika i palone żywcem.
Obrońcy zwierząt zwrócili się po pomoc do dyrektora organizacyjnego turnieju Euro 2012 Martina Kallena. Ten publicznie powiedział, że nie pochwala żadnych metod rozwiązania problemu bezdomnych zwierząt, które opierają się na okrucieństwie. Na poważnie nikt się jednak problemem nie zajął. Fakty są takie, że tydzień temu prezydent UEFA Michel Platini odwiedził Ukrainę i wyraził swoje zadowolenie z postępów w pracach nad organizacją mistrzostw.
Ukraińscy aktywiści próbują nagłośnić sprawę – nic więcej nie mogą zrobić. Proponowali bojkot udziału Ukrainy w Euro, ale nic w tej kwestii nie zostało ustalone. Jak na razie za wszelką cenę starają się uratować jak najwięcej psów i kotów wałęsających się po ulicach.
Materiał ukraińskiej telewizji na ten temat znajdziecie tutaj
Podajemy również link do petycji: PETYCJA
oraz do artykułu.
Nie bądźmy obojętni!
W Leśniczanskie (Ukraina) stworzono ruchome
krematoria dla zwierząt. Całość jest wprowadzana w „życie” jako program
przygotowań do EURO 2012.
Do pieców wrzuca się jeszcze żywe
zwierzęta… Ludzie, którym nie jest to obojętne zbierają podpisy pod
petycją z żądaniem wstrzymania tego zwyrodnialstwa…
O zaprzestanie stosowania niehumanitarnych metod rozwiązujących problem ogromnej ilości bezdomnych psów na Ukrainie obrońcy praw zwierząt apelują od lat. Ich prośby nigdy nie były brane pod uwagę, a sytuacja staje się coraz bardziej drastyczna.
Dotychczas psów i kotów władze pozbywały się za pomocą nielegalnej trucizny dithylinum. Zwierzętom wstrzykiwano substancję, która paraliżuje układ oddechowy. Śmierć z uduszenia trwa nawet kilka godzin. Teraz jednak Ukraina ma jeszcze inny pomysł na pozbycie się niechcianych czworonogów.
Nowy sposób jest ponoć „nowocześniejszy” i „bezpieczniejszy dla środowiska”. Zwierzęta są odławiane z ulicy i wkładane do mobilnego krematorium. Mówiąc wprost – wrzucane do rozgrzanego do 9000 C piekarnika i palone żywcem.
Obrońcy zwierząt zwrócili się po pomoc do dyrektora organizacyjnego turnieju Euro 2012 Martina Kallena. Ten publicznie powiedział, że nie pochwala żadnych metod rozwiązania problemu bezdomnych zwierząt, które opierają się na okrucieństwie. Na poważnie nikt się jednak problemem nie zajął. Fakty są takie, że tydzień temu prezydent UEFA Michel Platini odwiedził Ukrainę i wyraził swoje zadowolenie z postępów w pracach nad organizacją mistrzostw.
Ukraińscy aktywiści próbują nagłośnić sprawę – nic więcej nie mogą zrobić. Proponowali bojkot udziału Ukrainy w Euro, ale nic w tej kwestii nie zostało ustalone. Jak na razie za wszelką cenę starają się uratować jak najwięcej psów i kotów wałęsających się po ulicach.
Materiał ukraińskiej telewizji na ten temat znajdziecie tutaj
Podajemy również link do petycji: PETYCJA
oraz do artykułu.
Nie bądźmy obojętni!
niedziela, 16 października 2011
Witam! Taki jestem ostatnio zabiegany, że nawet nie mam chwili żeby się do Was odezwać :(
Jesień przyszła... kurcze to moja pierwsza jesień w życiu a już wiem, że to chyba moja ulubiona pora roku:) Liście spadają z drzew i wszystko jest takie kolorowe.
Wygrzewam się teraz w moim fotelu, zbieram siły, bo od rana harcuję i odczuwam lekki ich brak:)
Dużo ostatnio urosłem i już nie ma dla mnie muchy nie do schwytania!! ..Choć ostatnio tych much u nas coraz mniej... chyba zapadają juz powoli w zimowy sen.
Niestety muszę już skończyć posta, ale dodam kilka zdjęć :)
Życzę miłego wieczoru i pozdrawiam gorąco! :)
Kizior Kotowski
Subskrybuj:
Posty (Atom)

