Cześć wszystkim!
Mam Wam dziś do opowiedzenia ciekawą
historię więc usiądźcie wygodnie i posłuchajcie (a właściwie
to wyobraźcie sobie, że słuchacie).
Był chłodny poranek, nie wiem
dokładnie która godzina bo nie znam się jeszcze na zegarku ale na
pewno było wcześnie! Wylegiwałem się na swoim posłaniu
zanurzając się w półśnie... coś nie dawało mi spokoju... nie
mogłem zasnąć od kilku godzin! Nagle usłyszałem dziwne piski....
postawiłem uszy i nasłuchiwałem! Moja pani chyba też to słyszała
bo obudziła się i spojrzała na mnie.. ja też rzuciłem jej
znaczące spojrzenie. „Miał” - powiedziałem trochę mrucząco...
„tam coś jest!” .. Ale ona popatrzyła na mnie, rzuciła od
niechcenia „daj pospać kizior” po czym zasnęła. Ale nie ze mną
takie numery! Nadal czujnie nasłuchiwałem co w trawie piszczy...
wstałem powoli żeby nie robić przy tym nawet najmniejszego hałasu
i zacząłem patrolować dom. Powoli zszedłem po skrzypiących przy
każdym stąpnięciu schodach.. zmierzałem do kuchni. Wślizgnąłem
się przez lekko uchylone drzwi. Wskoczyłem na krzesło, potem na
stół, uwagę od dziwnych dźwięków na chwile odciągnął
wczorajszy pieczony kurczak, którego udko zostało na stole. Trochę
nadgryzłem i poszedłem dalej szukać... zwiedziłem każdy
zakamarek... wszędzie pusto, a dziwne piski nie cichły. Usiadłem
na korytarzu przysłuchując się im dokładnie... Nagle
przypomniałem sobie o piwnicy! „TAK! Te dźwięki muszą dobiegać
stamtąd!” - pomyślałem po czym rzuciłem się biegiem do drzwi.
Niestety, były zamknięte... „o nie... tylko nie to” -
miałknąłem, usiadłem ze spuszczoną głową bezradnie wpatrując
się w zimne kafelki. Jednak po chwili coś mi zaświtało w
głowie... pewien pomysł, który po prostu musiaaał wypalić!
Zabrałem się do jego realizacji, ale resztę opowiem Wam później,
bo teraz zgłodniałem i lecę na obiadek :)
Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do
czytania kolejnych postów! :)
Kizior Kotowski
